Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozświetlacz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozświetlacz. Pokaż wszystkie posty

10 lutego 2017

Rozświetlacz Goddes of Love, Róz Blushing Hearts, Bronzer Summer of Love - Makeup Revolution

Dzisiaj postanowiłam zająć się słynnymi serduszkami z firmy Makeup Revolution, Imakeup. Już od jakiegoś czasu stały się one bardzo popularne i każda miłośniczka makijażu na pewno o nich słyszała, a może nawet ma je w swojej kolekcji. 



Osobiście posiadam aż trzy odcienie, mianowicie rozświetlacz Goddes of Love, róż Blushing Hearts oraz bronzer Summer of Love. Od razu wspomnę, że wszystkie warianty zachowują się tak samo, mają dokładnie taki sam skład.

Rozświetlacz
Zacznę od rozświetlacza, gdyż muszę przyznać, że to on najbardziej przypadł mi do gustu i obecnie jest moim ulubieńcem. Jego odcień to Goddes of Faith.


Jest to produkt, który nie zostawia na naszej skórze zbyt wielu drobinek, a jedynie nadaje jej piękny i dosyć mocny blask. Ma on delikatnie różowy odcień, więc moim zdaniem wygląda najlepiej przy chłodnych odcieniach skóry.

Moja ulubiona cecha tego produktu to jego wielofunkcyjność. Możemy go używać na szczyty kości policzkowych, nos, czoło, brodę czy do makijażu oka i w każdym miejscu wygląda naprawdę dobrze. Jeśli nałożymy go delikatnie nadaje się na codzień, jednak przy podwójeniu ilości możemy stworzyć piękną taflę, która sprawdzi się idealnie na większe wyjścia. 

Róż
Teraz przejdźmy do różu, który zajmuje u mnie drugie miejsce na podium, choć zdarza mu się wyprzedzić rozświetlacz, jeśli lepiej wpasuje się w mój makijaż. Jego odcień to Peachy Pink Kisses.


Tym razem produkt posiada trzy odcienie. które możemy wymieszać lub używać pojedynczo w zależności od naszych potrzeb. 

Róż ten nadaje naszym policzkom bardzo delikatnego odcienia różu, przez co nasza twarz wygląda zdrowo i świeżo, choć trzeba uważać z jego ilością, gdyż potrafi narobić plam. 

U mnie najlepiej sprawdza się połączenie go z innym, matowym różem, na który następnie nakładam odrobinę tego, by trochę ożywić swój makijaż.

Bronzer
Trzecie miejsce zajmuje u mnie bronzer, którego nie miałam okazji zbyt często używać, jednak myślę, że zmieni się to, gdy nadejdzie lato, a moja skóra nabierze koloru.


Podobnie jak róż, bronzer składa się z trzech odcieni. Tutaj moim ulubieńcem jest środkowy, ponieważ jest on widoczny, jednak nie nadaje przesadzonego efektu na mojej bladej skórze.

Uważam, że produkt ten sprawdzi się najlepiej latem lub u osób z ciemniejszą karnacją, bo sam w sobie jest naprawdę piękny. Aktualnie sprawdza się u mnie idealnie jako cień do powiek, gdyż w tym miejscu wygląda zjawiskowo.

Przechodząc do opisu wszystkich produktów, muszę je pochwalić za to, że są bardzo dobrymi zamiennikami kultowych rozświetlaczy firmy Too Faced, jednak różnica w cenie jest bardzo dobra, gdyż kosztują one 129 zł, a nasze zamienniki możemy znaleźć w granichach 25-30 zł.


Moją ulubioną cechą tych kosmetyków jest to, że się nie osypują. Zostają dokładnie w miejscu, w którym je nałożyliśmy i w trakcie dnia nie zmieniają swojego miejsca.

Kolejnym ogromnym plusem jest ich wydajność. Róż jest moim najstarszym nabytkiem i mam go już od ponad roku, a jego zużycie nie jest ani trochę widoczne. 

Dodatkowo produkty dobrze się blendują i nie pozostawiają na twarzy żadnych prostych linii, które mogą wyglądać dosyć dziwnie.

Niestety przeszkadzają mi trochę opakowania. Wyglądają pięknie, natomiast są kartonowe, przez co łatwo się psują i wyginają. Myślę, że wygodniejsze byłoby ich użytkowanie, gdyby znalazły się w plastikowych pojemniczkach.


Na temat samego designu się nie wypowiem, gdyż pomysł został oczywiście zaczerpnięty od firmy Too Faced, która o wiele wcześniej wypuściła na rynek swoje produkty.

Podsumowując, muszę przyznać tym kosmetykom piątkę z plusem za całokształt. U mnie sprawdzają się naprawdę dobrze i z przyjemnością sięgam po jedno z serduszek. Zdecydowanie polecam wam ich wyprodukowanie, jeśli jeszcze się na nie nie skusiłyście!

Gdzie kupić?
Rozświetlacz: cocolita   ezebra   kosmetykomania   ceneo   rossmann
Róż: cocolita   ezebra   kosmetykomania   ceneo   rossmann
Bronzer: cocolita   kosmetykomania   mintishop    ladymakeup   rossmann

17 stycznia 2017

Mary - Lou Manizer aka The Luminizer The Balm - Rozświetlacz

Dziś na celowniku mamy kultowy już produkt marki The balm, a mianowicie Mary Lou Manizer. 

Już na samym początku muszę powiedzieć, że jest to najlepszy rozświetlacz, jakiego kiedykolwiek używałam, który zdecydowanie jest warty swojej ceny (około 65 zł). Produkt ten nigdy mnie nie zawiódł i śmiało mogę po niego sięgać przed ważnymi wyjściami bez obaw o to czy nie zrobie sobie nim krzywdy. W tym momencie nie wyobrażam sobie wymiany go na inny.


Rozświetlacz nadaje naszej skórze delikatnego blasku, jednak bez problemu można go dołożyć, jeśli mamy akurat ochotę na mocniejszy glow. Jest to bardziej efekt tafli niż brokatu na naszej twarzy, co wygląda naprawdę ładnie i zdrowo.

Kosmetyk nie osypuje się, łatwo się z nim pracuje, ponieważ jest produktem z wykończeniem satynowym, a jego trwałość jest wyjątkowo dobra, gdyż utrzymuje się u mnie nawet do 12 godzin, jeśli wcześniej go nie zmyję. Delikatnie odbija się na dłoni, jeśli przez przypadek dotkniemy twarzy, jednak nie rozmazuje się i zostaje w miejscu, w którym został nałożony.


Jego odcień jest dosyć ciepły, szampanowy, jednak dopasowuje się do odcieniu skóry i wygląda dobrze niemal na każdym. Osobiście mam bardzo jasną cerę i niektóre rozświetlacze robią na mojej twarzy kolorową kreskę, jednak ten ładnie się z nią stapia i pozostawia jedynie swój blask.

Producent opisuję go jako produkt wielofunkcyjny, co jest prawdą, ponieważ sprawdza się zarówno jako cień do powiek, który nałożony w kąciku oka wygląda rewelacyjnie. 


Wydajnością tego rozświetlacza jestem wręcz zachwycona. Zakupiłam go prawie rok temu i przy stosowaniu niemal codziennym jego zużycie jest ledwo widoczne.

Niektórych może odstraszać jego cena, jednak moim zdaniem jest to dobra inwestycja. Lepiej kupić jeden rozświetlacz, który starcza nam na bardzo długo i niesamowicie się z nim pracuje niż ciągle wydawać pieniądze na słabsze produkty. Z perspektywy czasu muszę przyznać, że ani razu nie żałowałam tego zakupu i bez zastanowienia kupiłabym go ponownie.


Muszę jeszcze dodać, że sposób jego promocji przypadł mi do gustu tak jak reszta kosmetyków marki The balm. Miło mieć w kosmetyczce coś kolorowego, stworzonego z pomysłem. 

Podsumowując, uważam, że Mary Lou Manizer jest rozświetlaczem godnym polecenia ze względu na swoją jakość i efekt jaki daje na naszej twarzy.

Jeśli chcecie spróbować czegoś w innych odcieniach to firma The balm ma w swojej ofercie jeszcze dwa rozświetlacze z tej serii: Cindy Lou Manizer oraz Betty Lou Manizer.

Gdzie kupić?